iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Zwyczaj.

W życiu każdej osoby, są wydarzenia które są pewne, niezmienne, cykliczne. Nawet nie trzeba ich szczególnie planować, po prostu zbliża się data w kalendarzu i wiesz, że wyjedziesz na narty z koleżanką lub spędzisz sylwestra w tym samym gronie znajomych.
Z moją przyjaciółką J. postanowiłyśmy, że w nasze imieniny, zamiast kupować sobie prezenty, idziemy razem do kina. W sumie nic wielkiego, i tak chodzimy na jakieś romansidła, których jej Pan nie chce oglądać.

W moim życiu nie ma rutyny, jednak pewne jest, że maju z dzieciakami idę do ogrodu botanicznego zobaczyć jak kwitną magnolie, w swoje urodziny lecę do Paryża, a sezon gilowy otwierany jest u znajomych na wsi. Moje dzieci, nasze coroczne wypady nazywają tradycją rodzinną, w rzeczywistości nie są nią, a jedynie zwyczajem.

Wprowadzenie cyklicznych wydarzeń w nasz kalendarz jest proste, wystarczy pomysł i deklaracja zainteresowanych.

 

Komentarze (0)
Życie to nie film.

Mam ciszę od dawna upragnioną, dzieci wyjechały ze swoim tatą na tydzień. Telefony ucichły, telewizory już nie dudnią, tylko w tle słychać Melody Gardot. Plącze się po domu i nie wiem co mam robić, zgubiłam swój rytm.

Przeczytać zaległe książki, odwiedzić znajomych, iść z przyjaciółka do kina? Nie - to wszystko można robić, na co dzień, a ja, chciałabym zrobić coś szalonego, co będę wspominać przez cały rok.

Nie musi to być romans jak w ”Co się wydarzyło w Madison Country”, mieszkam w bloku i nic nie uszłoby uwadze sąsiadek, szczególnie taki Clint Estwood. Jednak nie pogardziłabym zainteresowaniem ze strony przystojnego Edwarda, wampira z serii książek Stephanie Mayer (filmów jeszcze nie oglądałam), niestety nie dla śmiertelniczki taka miłość. Nie wszystkie scenariusze są fikcją, bywa, że mają bardziej lub mniej prawdopodobne zdarzenia. Gdybym spotkała na swej drodze, Javiera Bardem, tak jak tytułowe dziewczyny z „Vicky Cristina Barcelona” nie zgodziłabym się na propozycję wspólnego weekendu. Ciężko przeżyć przygodę, z nowo poznaną osobą, tylko po zapewnieniu o dobrych zamiarach, bez aktualnego wyniku badania na HIV, opinii od psychiatry i zaświadczenia z Urzędu Stanu Cywilnego. Może, złamałabym swoje zasady, dla tygodnia z Keanu Reeves gdyby zamienił się rolą z Charlie Theron w filmie „Słodki listopad”

Życie to nie film i pozostaje mi się zapisać od poniedziałku na kurs tańca, by jak w „Shall we dance” z Richardem Gere i Jennifer Lopez, zatańczyć namiętne tango z przystojnym instruktorem.

 

Komentarze (0)
Konfabulant

 Cztery miesiące temu znikłam dla znajomych i dla świata. Szukałam drugiej połówki za pośrednictwem Internetu. Znalazłam ... a przynajmniej tak mi się wydawało.  Przystojny, wykształcony, dojrzały życiowy, po rozwodzie i też z dzieciakami. Był dla mnie zbawieniem, ponieważ uważałam, że nikogo nie zainteresuje kobieta po rozwodzie z dwójką dzieci. A tu proszę, za całej masy napalonych facetów szukających przygody, znalazł się kilkaset kilometrów ode mnie Pan, który mnie pokochał.

 Pierwsza randka, jak w najlepszym scenariuszu z Hollywood. Dzień po katastrofie samolotu rządowego, 12 w południe, Polska się zatrzymała, syreny wyją, a my w tuleni w siebie z uśmiechem na twarzy nieśmiało się całujemy. Później było tylko romantycznie – spacer w deszczu, herbatka w stylowej knajpce, obiad, drink i na koniec gorące pożegnanie na peronie.

 Co miesiąc wydawałam majątek na rachunek telefoniczny, ale co tam, miłość jest nie przeliczalna. Byłam szczęśliwa, miałam kogoś, kto zasypiał i budził się z myślą o mnie, pomimo tego, że mieszkaliśmy daleko od siebie to mieliśmy plan by być razem.

Mój mózg czasami dawał mi sygnały i zapalał czerwona lampkę, że coś jest nie tak z tym facetem. Myślałam – nie mogę być wybredna, przesadzam z tą intuicją, bo cóż wielkiego się stanie, gdy moje opowiedziane sny po tygodniu staja się jego przeżyciem, albo przygody, które mi się przytrafiły w ciągu trzydziestu lat, po jakimś czasie spotykają jego znajomych. Zbieg okoliczności? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś ma po prostu nudne życie, nic się nie dzieje i tylko droga na Ostrołękę, a jakoś trzeba zaimponować kobiecie, ale żeby kraść wspomnienia, doznania i sny – jej samej!

 Zirytowałam się, gdy rozpoznałam w nim totalnego pantoflarza. Lubię mężczyzn którzy mają swoje poglądy i ich bronią, a nie powiewają jak im dmuchnę. Spotkaliśmy się rzadko, za to codziennie rozmawialiśmy godzinami przez telefon. Gdy wyjechałam z dzieciakami na urlop, odpoczęłam od ciągłej kontroli telefonicznej. Wysypiałam się, bo nie rozmawiałam do późnych godzin nocnych i wtedy zrozumiałam, że ten Pan nie jest mi pisany.

 To dobry człowiek, ale osaczył mnie. Uzależnił mnie od siebie, od pięknych słówek, od cudownej wizji przyszłości, od komplementów i troski, której brakowało mi w małżeństwie.  Utwierdziłam się w przekonaniu, że nasze drogi się rozchodzą, gdy postawiona pod ściana, miałam zadecydować czy ma sprzedawać swoje mieszkanie czy też nie, bo on chce się przeprowadzić i być bliżej mnie.

 Wycofałam się z tego związku. I gdy powiedział, że mnie rozumie, wydało mi się to zbyt piękne. Nie myliłam się, stosuje szantaż emocjonalny, który na mnie nie działa – na szczęście.

Teraz wiem, że to była tylko potrzeba miłości do zaspokojenia pustki w sercu po rozwodzie.

 

Komentarze (4)
Uśmierz moją starczą chuć....

Powoli odnajduję się w rzeczywistości.

Samotność - jeszcze jej do siebie nie dopuszczam, choć już czuje jej oddech za plecami.

Odważyłam się umieścić „siebie” na portalu randkowym. Długo się do tego zabierałam, bałam się, że ktoś znajomy (np. szurnięty sąsiad) mnie znajdzie i będzie się śmiał albo obgadywał.

Zaczęłam od Dopasowani, przeszłam przez kilku stronicowy test osobowości, wypełniłam swój profil, dodałam zdjęcie i gotowe. Pełna nadziei, że znajdę kogoś, mądrego, przystojnego, oczywiście bogatego i na białym koniu (żartuję) - niestety, aby go znaleźć muszę wykupić abonament, który kosztuje ok. 40 zł za miesiąc. Trudno, aż tak zdesperowana nie jestem, płacić tyle, za oglądanie fotek facetów po 30- tce. Jednak coś mnie podkusiło i w google znalazłam, you4me. To nowość, portal inny niż wszystkie. Odpowiedziałam na masę pytań. Szkoda, że nie zapytali, jakich tamponów używam, bo pytanie o to czy jestem komunistką, było. Na koniec dodałam zdjęcie, i oczywiście, aby się kontaktować z kimkolwiek na tym portalu trzeba wykupić abonament – najbardziej opłacalny jest za ok. 240 zł na 6 miesięcy, płatne z góry.

Ludzie, rozumiem idee zarabiania na samotnych i singlach, ale wszystko w granicach rozsądku. Be2 też nie zrobiło na mnie wrażenia.

Po konsultacjach ze znajomymi i z bojowym nastawieniem, że przedrę się przez gąszcz zboczeńców, mężów i nastolatków szukających Pani Robinson, zalogowałam się na Sympatii za jedyne 8 zł miesięcznie.

Nie zrobiłam tego z oszczędności tylko z ciekawości, czy przetrwam, choć miesiąc. Jest ciężko. Pomimo jasnej informacji umieszczonej na profilu, która miała na celu przefiltrować niepożądanych amantów, okazało się, że większość mężczyzn nie czyta opisów. Ci, z którymi nie chciałam mieć nic doczynienia pisali jak nawiedzeni. Jednemu zdarzyło się zwyzwać mnie od jędz, a inny starszy lat 20 (lubiący Witkacego), po dwóch mailach chciał zabrać mnie do Zakopanego. Ogólnie, większość z nich szuka przygód i sexu. Niektórzy śmiało zaznaczają, że są żonaci bądź w separacji i szukają zapomnienia w ramionach kochanki. W tzw. słówkach, które pomagają, znaleźć się połówką po zainteresowaniach, np. jazz, góry; zdarzają się angielskie wyrazy. Myślałam, że to może nazwy sportu bądź solisty, ale nie, niektóre określają fantazje erotyczne. Warto w google wrzucić nieznane hasło, zanim się do kogoś odezwiesz, by nie wyjść przykładowo na miłośniczkę krępowania kajdankami.

Poszukiwania normalnego mężczyzny, poszerzyłam na cała Polskę...

Nadal czekam na bratnią duszę.

 

 

Komentarze (4)
Za stara jestem...

Minęły czasy, kiedy w każdy piątek bądź sobotę biegałam do dyskotek, klubów i innych instytucji oferujących swobodny kontakt z potencjalnym mężem. Trzepocąc rzęsami i chichocąc zalotnie, szukałam partnera by później godzinami z nim rozmawiać, o jego światopoglądzie, zainteresowaniach, pracy itp.

W sobotę, moje dziewczyny ( przyjaciółki z dzieciństwa) zabrały mnie do wypasionego klubu na tzw. ” rozwodowe”.

Wystroiłam się, specjalnie kupiłam sobie sukienkę na tą okazje. Uznałam, że „mała czarna” z dodatkami będzie elegancka i stosowna na takie spotkanie.

Zgłupiałam - gdy zobaczyłam jak dzisiejsza młodzież wygląda. Jedynie, co panie w dzisiejszych czasach ogranicza to przyjęta ogólnie norma społeczna, że należy zakrywać intymne części ciała -wierzcie mi, gdyby nie to, rynek pornograficzny miałby dużą konkurencję.

Długo nie mogłam wyjść z podziwu, jak można się wić i wyginać oraz tańczyć przy zgiętych nogach blisko podłogi vel parkietu na 10cm szpilkach... WOW

Jako matka zastanawiałam się, czy te dziewczyny nie mają rodziców, kobiet do naśladowania ( i nie chodzi mi tu o Dodę) albo luster w domu; czy też, panowie zmienili swoje wymagania?

Rozumiem, że zadaniem samca jest pozostawienie jak największej ilości materiału genetycznego, ale dlaczego dziewczyny mają im to ułatwiać! Widocznie teraz przed pójściem do łóżka nie rozmawia się, a inteligencja i doświadczenie nie jest konieczne by zabłysnąć w towarzystwie.

Idealny klub dla mnie to taki, w którym selekcjoner przed wejściem nie spogląda na buty tylko zadaje pytania sprawdzające poziom inteligencji delikwenta/tki.

Reasumując, nikogo nie poznałam, bo miałam za dużo materiału na sobie :P

 

 

 

Komentarze (5)
wolna wola...

10 lat dobrych i złych chwil zostanie tylko w moich i jego wspomnieniach.

Przysięgałam przed Bogiem, że miłość aż do śmierci.

Jednak nikt nie powiedział mi o upokorzeniu, nienawiści, zawiści.

Podjęłam decyzję i zmieniłam życie dzieciakom i mężowi.

Wiem, jak nie chciałam żyć ...

Postąpiłam egoistycznie ?

- może...

Sumienie, nie daje spać,

jednak, wierzę, że każdy zasługuje na lepsze życie,

nie godzę się na brak szacunku i miłości.

Poświęcić się ?

- nie...

Ludzie popełniają błędy i ponoszą konsekwencje.

Co powiem dzieciom jak zapytają, dlaczego już nie kocham ich taty?

- nie wiem ...

Wiara, pozwala mi nadal patrzeć na siebie w lustrze.

Jutro się rozwodzę.

 

 

Komentarze (15)
C.V Matki Polki

Mając na uwadze, iż jestem jedną z wielu kobiet, które na własne przyjemności mają niewiele czasu. W imieniu Matek Polek i oczywiście swoim, chciałam przedstawić zakres „codzienności” które towarzyszą naszemu życiu.

Wzorując się na własnych przeżyciach i obserwacjach, wyszczególniłam:

Zdolności:

     -      rozdwajania się, trojenia się i teleportacji

    -       aktorskie, plastyczne

     -      bezwiednego padania na twarz po 22:00

     -       interpersonalne, logistyczne

Umiejętność:

  - organizacji czasu swojego i innych

  - pracy do 16 godzin na dobę, przy możliwości 8 godzin czuwania bądź snu

  - przyrządzania posiłków i sprzątania jedna ręką, z obciążeniem biodra dzieckiem do lat dwóch

  - nauczania dzieci, w wieku przedszkolnym i w klasach I- III (nauczanie gimnazjalne lub przygotowanie do matury- preferowany jest outsourcing)

  - znakomita, umiejętność rozwiązywania cudzych problemów

Ponadto :

  - prace na wysokościach i w trudnych warunkach

  - zdolności nadprzyrodzone /anielska cierpliwość, przewidywanie najbliższej przyszłości/ w krytycznych sytuacjach -czynienie cudów

Znajomość:

  - podstawowa, dowolnego języka obcego, dostępnego w placówce do której uczęszcza pociecha.

  - dietetyki, psychologii, pediatrii i medycyny naturalnej

  - „kalendarzyka małżeńskiego”

 

Gdybym czegoś nie uwzględniła, proszę o poprawkę.

Odnośnie szkół, doświadczenia i przebytych kursów, Matki Polski zazwyczaj cechuje indywidualna ścieżka kariery, trudna do ujednolicenia. Jednak, istotny wpływ na kształt ich przyszłości mają Mamy, Babcie i Siostry .... Kobiety..

Wszystkim Kobietom, z dużym i małym bagażem życiowym, życzę słońca, wiatru we włosach i spełnienia marzeń.

Komentarze (10)
Sprawozdanie.

Długo mnie nie było, bo czas to dla mnie luksus, na który ostatnio rzadko mogę sobie pozwolić.

Dla wtajemniczonych informuje, że malowanie przedpokoju okazało się porażką, bo boazeria wessała bejcę w ilości nie przewidzianej przez producenta na opakowaniu i nam jej  po prostu zabrakło. Panowie przyszli sami, ich partnerki zostały w domu z różnymi kobiecymi przypadłościami, a jak dla minie to po prostu im się nie chciało. Pomocnicy po malowaniu jak zasiedli do stołu, tak nie chcieli od niego wstać, a ich stan spożycia pozwalał na świadome i swobodne opuszczenie lokalu już koło północy. Panowie nie chcieli wyjść,bo to chyba w tradycji ludowej jest zapisane, że samotną kobietę trzeba pocieszyć. Około 2 w nocy, moja dyplomacja "wzięła w łeb" - zapytałam czy umawialiśmy się też na nocleg? Bo ja sobie nie przypominam, a jestem zmęczona i chciałabym się położyć spać – sama!! Efekt jest tego taki, że od tamtej pory się do mnie nie odezwali :(

Kolejna sprawa która pochłania mi czas, to rozwód. Mój ślubny ma jakieś „widzi mi się” i chce alimentów na siebie. Wynajęłam adwokata- po czterdziestce, opalony żigolo, na którego śmiech i dowcip lecą tylko małoletnie „tipsiary” ( bez urazy dla kobiet które mają tipsy, mówię o szczególnym gatunku typu Jola .. jakaś tam ) Nie żeby mi się podobał, tylko jest  po znajomości najtańszy na rynku. Po 9 latach małżeństwa stwierdzam, że nie znałam swojego męża. Teraz ujawnił się jego aktorski talent. No rewelacja! gra pokrzywdzonego mężczyznę, któremu odebrano miejsce przed TV i półkę na piwo w lodówce - oskarowa rola.

Moja nieobecność tutaj, jest również spowodowana tym, że mam duże ambicie, jeśli chodzi o edukację moich dzieci, i gdy mój syn wykazał chęć uczestniczenia w konkursie międzyszkolnym- to trochę mi odbiło. Nakupiłam mu materiałów naukowych, a każdą sobotę funduję mu tematyczną wycieczkę z przewodnikiem. Za tydzień jest finał, i jak nie wygra to będzie mi bardzo przykro.

 

Miłego dnia życzę.

 

 

Komentarze (2)
Kto kopie dołki, ten sam w nie wpada!

Każdy ma życie w tempie dla niego odpowiednim. Jednym się toczy, innym biegnie, niektórym powolutku do przodu mija dzień za dniem. Ja wpadam w wir za wirem, gdy mnie porywa dostarcza mi wrażeń i uczuć, dzięki którym wiem, że żyje; jednak, gdy za długo w nim przebywam i brak mi wytchnienia przed następnym, mam ochotę by wciągnął mnie na dno.

Dno jest wytchnieniem przed konsekwencjami i usprawiedliwieniem własnych słabości.

Kiedyś miałam depresję, objawy tak jak w reklamie. Nic mi nie sprawiało przyjemności, wszystko było bez sensu i najchętniej nie wychodziłabym z domu. Nie dbasz o siebie, ciągle płaczesz, unikasz znajomych, bo każde ich słowo Cię denerwuje.

Czujesz się nie potrzebna, brzydka, głupia a najbliżsi uważają, że za mało się uśmiechasz.

Pamiętam, jak wmawiałam sobie, że nie mogę się śmiać, bo później będę płakać, i w ten sposób chodziłam ponura całymi dniami.

Wyszłam z tego, brałam potajemnie tabletki na depresje bez recepty ( może zadziałały, bo wierzyłam w ich moc), jednak uzdrowieniem było wyjście po 5 latach z domu do ludzi, do pracy.

Dziś, powróciła ta sama siła, która wtedy ciągła mnie na dno. Mówi – nie dasz rady, poddaj się, nic nie rób przez dzień może dwa, później się samo rozwiąże, zresztą to bez sensu. Kto powiedział, że jesteś pewna siebie, raz Ci się udało i myślisz, że tak będzie cały czas?

NIE samo się nie rozwiąże, trzeba przejść przez gorący piasek na plaży by dojść do chłodnego morza.

Wiem o tym! Ale dziś mam dość. Na rozmowie z konsultantem w sprawie dotacji, okazało się, że moje złote jajko, musi mieć zieloną skorupkę, i tylko jak wymyślę opakowanie maskujące złocisty kolor to się załapie na projekt. A na koniec dnia, ślubny okazał się koczkodanem do kwadratu. Wymyśla historie niezgodne z prawdą, a walka z wiatrakami według mnie to idiotyzm.

Gdybym nie wiedziała jak jest na dnie to zapewne poddałabym się tej karuzeli i nie panowała nad myślami w mojej głowie. Teraz czuje się źle, ale wiem, że jutro wstanę i będę wypatrywać kolejnego wiru na mojej drodze.

Miłej nocy ... a tym co są na dnie, życzę by jutro dostrzegli słońce:)

Komentarze (8)
Pomocne dłonie.

Po wyprowadzce męża, wysprzątałam cały dom, wyrzuciłam jego durnostojki i durnowiszki i jakoś tak przyjemniej się zrobiło. Postanowiłam, że w najbliższym czasie odmaluje brązowy przedpokój na biało i będzie to takie symboliczne oczyszczenie domu. Tak sobie planowałam, aż wczoraj przy znajomych, chlapło mi się, że malować muszę, a oni - Pomożemy !

Dosyć, że pomogą, to przyniosą pomocne przy malowaniu różne płynne specjały ze zeszłorocznych zbiorów działkowych. Panie ustalały, że wiśnie będą motywem przewodnim podczas malowania, a panowie dogadali się, że przejdą w temacie od razu do zbóż.

Ja muszę tylko zakąskę zapewnić, jednak takie zbiorowe żywienie mnie zawsze przeraża bo nie wiem co zrobić ... czy mięsiwo, czy śledzika skromnego podać, ewentualnie sałatki kolorowe; choć ta opcja ryzykowna się wydaje, bo kojarzy mi się zawsze z weselnym ptactwem latającym.

Mam pewne obawy co do długości i jakości naszej pracy, szczególnie, że każdy ochoczo wyraził chęć malowania (3 panie i 2 panów) a pędzel mam jeden.

Sobota wieczór zapowiada się twórczo, nie koniecznie ku uciesze sąsiadki z dołu.

 

A propos sąsiadów i remontów.

Miłego weekendu.

 

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 |
Najnowsze wpisy
2010-07-28 11:35 Zwyczaj.
2010-07-25 15:34 Życie to nie film.
2010-07-23 15:29 Konfabulant
2010-03-24 21:31 Uśmierz moją starczą chuć....
2010-03-15 13:23 Za stara jestem...
Najnowsze komentarze
2010-07-24 12:02
ola84-21:
Konfabulant
otóż to! Głowa do góry. Ja też zaczęłam szukać pocieszenia w portalach randkowych. Podobnie jak[...]
2010-07-23 16:39
willow81:
Konfabulant
jak prawie każda kobieta :) nie ten to następny :) głowa do góry :)
2010-07-23 16:07
Hrabina:
Konfabulant
no cóż, z tym światem to przesadziłaś :) ale ogólnie to jestem zła na siebie, a naiwność mam[...]
Kategorie
Książki Ogólne
Archiwum
Rok 2010
Rok 2009