iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Inny wymiar dedykacji

Kiedyś tkwiłam w toksycznym związku, i po rozstaniu na odchodne, dostałam „Zbrodnie i Karę” Dostojewskiego z dedykacją „Niech popołudnia 6-go lutego zawsze kojarzą Ci się z siekierą, drogi Rodianie”  Dziś, gdyby nie ta książka i taki wpis, zapomniałabym jego, tego co mi zrobił i tego jakim był dupkiem.  Koleżanka z licealnej ławki, podarowała mi Forresta Gumpa i podpisała się pod cytatem Drydena „Szaleństwo to źródło rozkoszy znane tylko szaleńcom”   Faktycznie w tamtych latach miałam więcej szczęścia niż rozumu. Od dziewczyny która jest mi bardzo bliska do dnia dzisiejszego, otrzymałam Ptaśka Whartona - „Mojej jedynej prawdziwej przyjaciółce” Choć już nigdy, przedstawiając siebie innym nie używamy „to moja przyjaciółka”, bo na tą chwilę to bez znaczenia jak inni nas odbierają; my wiemy, że ślizganie się na jednym gó*..ma swoją wartość i żadne słowa tego nie opiszą. Po rozwodzie na urodziny od życzliwych osób „Klub mało używanych dziewic” M. Szwaji - „ …. z okazji pierwszego dnia Reszty Twojego życia ...” powieść która utwierdziła mnie w przekonaniu, że życie według słusznych zasad jest podstawą bycia sobą. Po nieudanych związkach z mężczyznami od kobiety której udało się znaleźć szczęście u boku spotkanego przypadkiem faceta „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy” - „Tchnieniem w nowe lepsze życie!”  Otworzyła mi tą książką oczy, bo nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, tylko o to, żeby go gonić!

Ostatnio zakupiłam „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” dla Niego, dla faceta na którym mi zależy, ale wiem, że nigdy nie zdobędzie się na odwagę by ze mną być. Napisałam mu cytat z książki  "Sekret szczęścia, a przynajmniej spokoju, leży w tym, żeby umieć oddzielić seks od miłości. I, o ile to możliwe, wyeliminować romantyczną miłość z życia, bo to ona sprawia, że człowiek cierpi. Tak żyje się spokojniej i lepiej się bawi, zapewniam cię.” "Ja tak nie potrafię – Grzeczna dziewczynkaJeszcze mu jej nie dałam, ale przeczuwam, że ta deklaracja z mojej strony będzie zakończeniem naszej znajomości.

Do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie Marietka, dziś otrzymałam jej książkę z dedykacją :)

Uważam, że dedykacja to nakierowanie na odpowiedz którą ukrywa książka, zazwyczaj łączy obdarowanego z bohaterem. To szczera, osobista informacja która nawiązuje do treści. Inspiruje bądź zastanawia.

Komentarze (0)
Olśnienie a ewolucja.

Spadło na mnie kilka rzeczy, w przenośni oczywiście, i tak ciążą mi na barkach. Bratnie dusze mówią- nie martw się, zamykają się jedne drzwi a zaraz po tym otwierają inne, zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji tylko trzeba je zobaczyć. Mama powiedział mi : „poproś swojego Anioła Stróża o radę”. Kobieto bredzisz!!- pomyślałam, już widzę jak wyciąga mnie z problemów.

Jednak, jak trwoga to do Boga, i jak tonąca zamiast brzytwy Anioła się chwyciłam. I stało się.

Czytałam gazetę, słysząc rozmowę nastolatek w autobusie, zobaczyłam reklamę na plakacie, zadzwoniła koleżanka która opowiada historie znajomej – i nagle... wiem! Olśniło mnie.

Mam teorie, przecież -intuicja, którą posiadam, i słucham jej wskazówek, wielokrotnie mi pomogła zapalając czerwone światełko; jest pozostałością po instynkcie zwierzęcym który zanikł podczas ewolucji. Zwierzęta wyczuwają niebezpieczeństwo i zauważają znaki. Odwołanie się do rzeczy nadprzyrodzonych, wyostrza nasze zmysły, podświadomość wyłapuje znaki a nasze doświadczenie tworzy obrazy które dają rozwiązanie.

 

 

Komentarze (1)
Kowal- ka losu.

Wiem, że ja życiem kieruje, dokonując różnych wyborów, a nie przeznaczenie czy przypadek. Mówienie „tak miało być” jest tylko usprawiedliwianiem błędnych decyzji i brakiem odwagi, przed udźwignięciem konsekwencji.

Co roku upycham kolejną walizkę doświadczeniami, i ciągnę ten mój bagaż życiowy za sobą. Nie oznacza to, że nie popełniam błędów; nadal je robię, często świadomie, bo warto żyć dla chwil które dają mi dobre wspomnienia i szczęście. Bo po co ludzie wdrapują się na szczyty gór? Dla wspaniałych chwil, dla wspomnień, dla satysfakcji... a po drodze rożnie bywa.

Kiedyś na ulicy zaczepiła mnie studentka z kamerą w ręku, robiąca wywiady do swojej pracy dyplomowej, zapytała mnie: „po co żyje?” bez wahania odpowiedziałam- „ żeby być szczęśliwą” po jej minie widziałam, że jest zaskoczona. Bo większość, żyje po to, żeby umrzeć.

Szczęśliwa jestem gdy realizuje plany i marzenia, głównie związane z moimi pasjami - podróżami, pracą.... i mężczyznami.

Ostatnio podjęłam decyzję, że zmieniam numer telefonu, urywając kilka kontaktów, głównie z rozchwianymi emocjonalnie desperatami; pomimo moich jasno określonych zamiarów, nękali mnie a ignorowanie ich nic nie dawało. I choć drastycznie pozbyłam się balastu wiem, że niebawem znów zafascynuje mnie jakiś osobnik płci przeciwnej,i po kilku spotkaniach dając do siebie kontakt, ryzykuje utratą spokoju.

Codziennie „kując  żelazo” , wywieram wpływ na kształt swojego życia i niestety częściowo na innych też. I z tego powodu jest mi przykro, że moja droga do szczęścia nie zawsze biegnie równolegle, z pragnieniami innych ludzi, przez co ich krzywdzę.

 

 

Komentarze (3)
W tym przypadku, tytuł wpisu nie ma znaczenia.

WOW !!! wieki tu nie byłam. Jak tu kolorowo, jestem pod wrażeniem.
Przyznaje się, nie zaglądałam do Was- z braku internetu w domu to jedno, a poza tym czułam się wypalona, po co pisać gdy nie ma się nic mądrego do przekazania.

Obecnie zbieram swoje życie do tzw. „kupy”. Nie przestałam być sobą, przynajmniej tak mi się wydaje, jednak te kilka miesięcy dało mi w kość i z jelenia awansowałam na szachistę. Zaczęłam myśleć przed każdym kolejnym ruchem i analizować wszystkie posunięcia przeciwników. Koniec bycia dobrą ... niestety „życie to nie je bajka” i „jak Kuba Bogu tak Bóg Kubańczykom”.

Znajomi mówią, że moim życiem można obdzielić kilka osób, i na pewno nie jest nudne... ale cóż z tego gdy brakuje mi w nim spokoju, równowagi i bezpieczeństwa.

Aż się boję sprawdzać co planowałam na początku roku....

Są też dobre rzeczy. Znów mogę czytać książki, koncentruję się na treści, a nie wpatruje się w tekst. Przywróciłam hierarchię w domu, i jestem znów mamą. Wiem, że podjęłam właściwą decyzję, rozwodząc się z człowiekiem który był toksyczny. Przekonałam się również, że jeżeli się dba o przyjaciół to oni dbają o ciebie.

Kwestia nowego związku, niestety leży... można by rzec – instalacja nowego oprogramowania w mózgu trwa!

Komentarze (3)
Życie to nie film.

Mam ciszę od dawna upragnioną, dzieci wyjechały ze swoim tatą na tydzień. Telefony ucichły, telewizory już nie dudnią, tylko w tle słychać Melody Gardot. Plącze się po domu i nie wiem co mam robić, zgubiłam swój rytm.

Przeczytać zaległe książki, odwiedzić znajomych, iść z przyjaciółka do kina? Nie - to wszystko można robić, na co dzień, a ja, chciałabym zrobić coś szalonego, co będę wspominać przez cały rok.

Nie musi to być romans jak w ”Co się wydarzyło w Madison Country”, mieszkam w bloku i nic nie uszłoby uwadze sąsiadek, szczególnie taki Clint Estwood. Jednak nie pogardziłabym zainteresowaniem ze strony przystojnego Edwarda, wampira z serii książek Stephanie Mayer (filmów jeszcze nie oglądałam), niestety nie dla śmiertelniczki taka miłość. Nie wszystkie scenariusze są fikcją, bywa, że mają bardziej lub mniej prawdopodobne zdarzenia. Gdybym spotkała na swej drodze, Javiera Bardem, tak jak tytułowe dziewczyny z „Vicky Cristina Barcelona” nie zgodziłabym się na propozycję wspólnego weekendu. Ciężko przeżyć przygodę, z nowo poznaną osobą, tylko po zapewnieniu o dobrych zamiarach, bez aktualnego wyniku badania na HIV, opinii od psychiatry i zaświadczenia z Urzędu Stanu Cywilnego. Może, złamałabym swoje zasady, dla tygodnia z Keanu Reeves gdyby zamienił się rolą z Charlie Theron w filmie „Słodki listopad”

Życie to nie film i pozostaje mi się zapisać od poniedziałku na kurs tańca, by jak w „Shall we dance” z Richardem Gere i Jennifer Lopez, zatańczyć namiętne tango z przystojnym instruktorem.

 

Komentarze (0)
Konfabulant

 Cztery miesiące temu znikłam dla znajomych i dla świata. Szukałam drugiej połówki za pośrednictwem Internetu. Znalazłam ... a przynajmniej tak mi się wydawało.  Przystojny, wykształcony, dojrzały życiowy, po rozwodzie i też z dzieciakami. Był dla mnie zbawieniem, ponieważ uważałam, że nikogo nie zainteresuje kobieta po rozwodzie z dwójką dzieci. A tu proszę, za całej masy napalonych facetów szukających przygody, znalazł się kilkaset kilometrów ode mnie Pan, który mnie pokochał.

 Pierwsza randka, jak w najlepszym scenariuszu z Hollywood. Dzień po katastrofie samolotu rządowego, 12 w południe, Polska się zatrzymała, syreny wyją, a my w tuleni w siebie z uśmiechem na twarzy nieśmiało się całujemy. Później było tylko romantycznie – spacer w deszczu, herbatka w stylowej knajpce, obiad, drink i na koniec gorące pożegnanie na peronie.

 Co miesiąc wydawałam majątek na rachunek telefoniczny, ale co tam, miłość jest nie przeliczalna. Byłam szczęśliwa, miałam kogoś, kto zasypiał i budził się z myślą o mnie, pomimo tego, że mieszkaliśmy daleko od siebie to mieliśmy plan by być razem.

Mój mózg czasami dawał mi sygnały i zapalał czerwona lampkę, że coś jest nie tak z tym facetem. Myślałam – nie mogę być wybredna, przesadzam z tą intuicją, bo cóż wielkiego się stanie, gdy moje opowiedziane sny po tygodniu staja się jego przeżyciem, albo przygody, które mi się przytrafiły w ciągu trzydziestu lat, po jakimś czasie spotykają jego znajomych. Zbieg okoliczności? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś ma po prostu nudne życie, nic się nie dzieje i tylko droga na Ostrołękę, a jakoś trzeba zaimponować kobiecie, ale żeby kraść wspomnienia, doznania i sny – jej samej!

 Zirytowałam się, gdy rozpoznałam w nim totalnego pantoflarza. Lubię mężczyzn którzy mają swoje poglądy i ich bronią, a nie powiewają jak im dmuchnę. Spotkaliśmy się rzadko, za to codziennie rozmawialiśmy godzinami przez telefon. Gdy wyjechałam z dzieciakami na urlop, odpoczęłam od ciągłej kontroli telefonicznej. Wysypiałam się, bo nie rozmawiałam do późnych godzin nocnych i wtedy zrozumiałam, że ten Pan nie jest mi pisany.

 To dobry człowiek, ale osaczył mnie. Uzależnił mnie od siebie, od pięknych słówek, od cudownej wizji przyszłości, od komplementów i troski, której brakowało mi w małżeństwie.  Utwierdziłam się w przekonaniu, że nasze drogi się rozchodzą, gdy postawiona pod ściana, miałam zadecydować czy ma sprzedawać swoje mieszkanie czy też nie, bo on chce się przeprowadzić i być bliżej mnie.

 Wycofałam się z tego związku. I gdy powiedział, że mnie rozumie, wydało mi się to zbyt piękne. Nie myliłam się, stosuje szantaż emocjonalny, który na mnie nie działa – na szczęście.

Teraz wiem, że to była tylko potrzeba miłości do zaspokojenia pustki w sercu po rozwodzie.

 

Komentarze (4)
Uśmierz moją starczą chuć....

Powoli odnajduję się w rzeczywistości.

Samotność - jeszcze jej do siebie nie dopuszczam, choć już czuje jej oddech za plecami.

Odważyłam się umieścić „siebie” na portalu randkowym. Długo się do tego zabierałam, bałam się, że ktoś znajomy (np. szurnięty sąsiad) mnie znajdzie i będzie się śmiał albo obgadywał.

Zaczęłam od Dopasowani, przeszłam przez kilku stronicowy test osobowości, wypełniłam swój profil, dodałam zdjęcie i gotowe. Pełna nadziei, że znajdę kogoś, mądrego, przystojnego, oczywiście bogatego i na białym koniu (żartuję) - niestety, aby go znaleźć muszę wykupić abonament, który kosztuje ok. 40 zł za miesiąc. Trudno, aż tak zdesperowana nie jestem, płacić tyle, za oglądanie fotek facetów po 30- tce. Jednak coś mnie podkusiło i w google znalazłam, you4me. To nowość, portal inny niż wszystkie. Odpowiedziałam na masę pytań. Szkoda, że nie zapytali, jakich tamponów używam, bo pytanie o to czy jestem komunistką, było. Na koniec dodałam zdjęcie, i oczywiście, aby się kontaktować z kimkolwiek na tym portalu trzeba wykupić abonament – najbardziej opłacalny jest za ok. 240 zł na 6 miesięcy, płatne z góry.

Ludzie, rozumiem idee zarabiania na samotnych i singlach, ale wszystko w granicach rozsądku. Be2 też nie zrobiło na mnie wrażenia.

Po konsultacjach ze znajomymi i z bojowym nastawieniem, że przedrę się przez gąszcz zboczeńców, mężów i nastolatków szukających Pani Robinson, zalogowałam się na Sympatii za jedyne 8 zł miesięcznie.

Nie zrobiłam tego z oszczędności tylko z ciekawości, czy przetrwam, choć miesiąc. Jest ciężko. Pomimo jasnej informacji umieszczonej na profilu, która miała na celu przefiltrować niepożądanych amantów, okazało się, że większość mężczyzn nie czyta opisów. Ci, z którymi nie chciałam mieć nic doczynienia pisali jak nawiedzeni. Jednemu zdarzyło się zwyzwać mnie od jędz, a inny starszy lat 20 (lubiący Witkacego), po dwóch mailach chciał zabrać mnie do Zakopanego. Ogólnie, większość z nich szuka przygód i sexu. Niektórzy śmiało zaznaczają, że są żonaci bądź w separacji i szukają zapomnienia w ramionach kochanki. W tzw. słówkach, które pomagają, znaleźć się połówką po zainteresowaniach, np. jazz, góry; zdarzają się angielskie wyrazy. Myślałam, że to może nazwy sportu bądź solisty, ale nie, niektóre określają fantazje erotyczne. Warto w google wrzucić nieznane hasło, zanim się do kogoś odezwiesz, by nie wyjść przykładowo na miłośniczkę krępowania kajdankami.

Poszukiwania normalnego mężczyzny, poszerzyłam na cała Polskę...

Nadal czekam na bratnią duszę.

 

 

Komentarze (4)
Za stara jestem...

Minęły czasy, kiedy w każdy piątek bądź sobotę biegałam do dyskotek, klubów i innych instytucji oferujących swobodny kontakt z potencjalnym mężem. Trzepocąc rzęsami i chichocąc zalotnie, szukałam partnera by później godzinami z nim rozmawiać, o jego światopoglądzie, zainteresowaniach, pracy itp.

W sobotę, moje dziewczyny ( przyjaciółki z dzieciństwa) zabrały mnie do wypasionego klubu na tzw. ” rozwodowe”.

Wystroiłam się, specjalnie kupiłam sobie sukienkę na tą okazje. Uznałam, że „mała czarna” z dodatkami będzie elegancka i stosowna na takie spotkanie.

Zgłupiałam - gdy zobaczyłam jak dzisiejsza młodzież wygląda. Jedynie, co panie w dzisiejszych czasach ogranicza to przyjęta ogólnie norma społeczna, że należy zakrywać intymne części ciała -wierzcie mi, gdyby nie to, rynek pornograficzny miałby dużą konkurencję.

Długo nie mogłam wyjść z podziwu, jak można się wić i wyginać oraz tańczyć przy zgiętych nogach blisko podłogi vel parkietu na 10cm szpilkach... WOW

Jako matka zastanawiałam się, czy te dziewczyny nie mają rodziców, kobiet do naśladowania ( i nie chodzi mi tu o Dodę) albo luster w domu; czy też, panowie zmienili swoje wymagania?

Rozumiem, że zadaniem samca jest pozostawienie jak największej ilości materiału genetycznego, ale dlaczego dziewczyny mają im to ułatwiać! Widocznie teraz przed pójściem do łóżka nie rozmawia się, a inteligencja i doświadczenie nie jest konieczne by zabłysnąć w towarzystwie.

Idealny klub dla mnie to taki, w którym selekcjoner przed wejściem nie spogląda na buty tylko zadaje pytania sprawdzające poziom inteligencji delikwenta/tki.

Reasumując, nikogo nie poznałam, bo miałam za dużo materiału na sobie :P

 

 

 

Komentarze (5)
wolna wola...

10 lat dobrych i złych chwil zostanie tylko w moich i jego wspomnieniach.

Przysięgałam przed Bogiem, że miłość aż do śmierci.

Jednak nikt nie powiedział mi o upokorzeniu, nienawiści, zawiści.

Podjęłam decyzję i zmieniłam życie dzieciakom i mężowi.

Wiem, jak nie chciałam żyć ...

Postąpiłam egoistycznie ?

- może...

Sumienie, nie daje spać,

jednak, wierzę, że każdy zasługuje na lepsze życie,

nie godzę się na brak szacunku i miłości.

Poświęcić się ?

- nie...

Ludzie popełniają błędy i ponoszą konsekwencje.

Co powiem dzieciom jak zapytają, dlaczego już nie kocham ich taty?

- nie wiem ...

Wiara, pozwala mi nadal patrzeć na siebie w lustrze.

Jutro się rozwodzę.

 

 

Komentarze (15)
C.V Matki Polki

Mając na uwadze, iż jestem jedną z wielu kobiet, które na własne przyjemności mają niewiele czasu. W imieniu Matek Polek i oczywiście swoim, chciałam przedstawić zakres „codzienności” które towarzyszą naszemu życiu.

Wzorując się na własnych przeżyciach i obserwacjach, wyszczególniłam:

Zdolności:

     -      rozdwajania się, trojenia się i teleportacji

    -       aktorskie, plastyczne

     -      bezwiednego padania na twarz po 22:00

     -       interpersonalne, logistyczne

Umiejętność:

  - organizacji czasu swojego i innych

  - pracy do 16 godzin na dobę, przy możliwości 8 godzin czuwania bądź snu

  - przyrządzania posiłków i sprzątania jedna ręką, z obciążeniem biodra dzieckiem do lat dwóch

  - nauczania dzieci, w wieku przedszkolnym i w klasach I- III (nauczanie gimnazjalne lub przygotowanie do matury- preferowany jest outsourcing)

  - znakomita, umiejętność rozwiązywania cudzych problemów

Ponadto :

  - prace na wysokościach i w trudnych warunkach

  - zdolności nadprzyrodzone /anielska cierpliwość, przewidywanie najbliższej przyszłości/ w krytycznych sytuacjach -czynienie cudów

Znajomość:

  - podstawowa, dowolnego języka obcego, dostępnego w placówce do której uczęszcza pociecha.

  - dietetyki, psychologii, pediatrii i medycyny naturalnej

  - „kalendarzyka małżeńskiego”

 

Gdybym czegoś nie uwzględniła, proszę o poprawkę.

Odnośnie szkół, doświadczenia i przebytych kursów, Matki Polski zazwyczaj cechuje indywidualna ścieżka kariery, trudna do ujednolicenia. Jednak, istotny wpływ na kształt ich przyszłości mają Mamy, Babcie i Siostry .... Kobiety..

Wszystkim Kobietom, z dużym i małym bagażem życiowym, życzę słońca, wiatru we włosach i spełnienia marzeń.

Komentarze (10)
1 | 2 | 3 |
Najnowsze wpisy
2011-02-08 21:32 Inny wymiar dedykacji
2011-02-02 21:20 Olśnienie a ewolucja.
2011-01-16 19:13 Kowal- ka losu.
2010-12-03 23:19 W tym przypadku, tytuł wpisu nie ma znaczenia.
2010-07-25 15:34 Życie to nie film.
Kategorie
Książki Ogólne
Archiwum
Rok 2011
Rok 2010
Rok 2009